Lody Kaktus i Sydney Sweeney nigdy nie występowały w jednym zdaniu – aż do tej chwili
Zawsze myślałem, że reklama powinna przyciągać uwagę, mówić coś o produkcie / usłudze / marce. Czasem poruszać wątek społeczny – ale nie musi.
Myślałem, ale widocznie się myliłem.
W którymś momencie coś poszło nie tak. Grupa moralizatorów zaczęła wyznaczać granice: co wolno, a czego nie wolno w reklamie.
Myślałem, że gra słów (Sweeney has great jeans / great genes) jest dozwolona (no bo serio, chyba ma dobre geny).
Myślałem, że nawiązanie do żartobliwego powiedzonka jest dozwolone (mnie nie śmieszy, ale może śmieszyć grupę docelową – to wystarczy).
Jednak się myliłem. Dziś już nie wystarczy, że reklama działa.
Musi jeszcze przejść test moralnej akceptowalności specjalistów z LinkedIna.
